Technika grupowych posiedzeń psychoterapeutycznych

Jest wciąż jeszcze kwestią indywidualnej pomysłowości i metodycznych po­glądów lekarzy. W piśmiennictwie zalecano na podstawie osobistego doświad­czenia autorów różne metody. Na ogół biorąc, większość autorów uważa, że grupy chorych nie powinny być zbyt duże. Większe audytorium jest możliwe tylko wówczas, gdy ma miejsce wykład, zasadniczo nie połączony z rozleglejszą dyskusją, co najwyżej z pytaniami, które chorzy na omówiony temat zada­ją prelegentowi. Taki wstępny wykład konieczny jest przy rozpoczęciu psy­choterapii zbiorowej; ma on na celu wyjaśnienie chorym celu i sensu psychote­rapeutycznych zebrań dyskusyjnych. Potem już zebrania obejmować powinny nie więcej jak 8?10 osób. W miarę możności grupa ta powinna się składać z tych samych chorych, którzy spędzają czas wspólnie i znają się dobrze. Po­siedzenia takie dla umysłowo chorych jest trudno organizować i prowadzić, chociaż i tutaj mają one sens. W jednej grupie powinna panować jednolitość ze stanowiska rozpoznań, a więc razem mogą się znaleźć chorzy z różnoraki­mi dolegliwościami hipochondrycznymi, lecz fizycznie na ogół dość zdrowi, dalej chorzy przygnębieni, nastrojeni pesymistycznie i nieufnie, następnie so­matycznie chorzy lekceważący sobie zalecenia lekarzy i odznaczający się w ogó­le lekkomyślnym stosunkiem do własnego zdrowia, wreszcie ciężko somatycz­nie chorzy z podobnym rozpoznaniem, np, chorzy na serce, gruźlicy, zakaźnie chorzy itd. Zasada jednolitości chorych ma na celu możliwość omawiania za­gadnień, którymi wszyscy uczestnicy zebrania będą się mniej więcej jednako­wo interesowali. Dobór grupy musi dotyczyć również jednakowego poziomu wykształcenia, jednakowego wieku, chociaż niekoniecznie tożsamości płci, chy­ba że omawia się zagadnienia wiążące się wyłącznie z jedną płcią.

Zorganizowanie harmonijnej grupy może napotkać wiele trudności różnej natury. Wśród chorych mogą się znaleźć ironiści, którzy z góry oceniają ujem­nie sens takich posiedzeń i mimo woli postawą swoją podjudzają drugich, roz­śmieszają lub sprowadzają dyskusję na niewłaściwe tory. Opanowanie powierzonej sobie grupy może nastręczać różne trudności. Zdarza się, że w dyskusji egotycznie nastawieni chorzy poruszają swoje osobiste dolegliwości lub żale, utrudniając w ten sposób pokierowanie dyskusją ku pożądanemu tematowi ogól­niejszemu. Kierujący grupą lekarz musi mieć bardzo dużo taktu, rozwagi, inicja­tywy i pomysłowości, aby z trudnych niekiedy sytuacji dyskusyjnych wyjść obronną ręką i narzucić zebraniu pożądaną tematykę. Wśród chorych znajdzie się zawsze kilku ludzi światłych, którzy wesprą lekarza w jego zadaniach i przyczynią się do stworzenia właściwej atmosfery. Czasem jednak chory zbyt­nio zapalczywy może drugim narobić swoim przesadnym entuzjazmem wiele przykrości. I tutaj konieczna jest zręczna interwencja lekarza. Jeżeli uda się grupę zainteresować jakimś zajmującym tematem, to chorzy często dyskutują jeszcze po posiedzeniu i tworzą sobie nowe problemy, z którymi zwracają się do lekarza na następnym zebraniu.

Ogólnie przyjmuje się, że zebrania takie odbywać się powinny raz na ty­dzień. Ten dzień tygodnia stanowi dla wielu chorych, zwłaszcza tych, którzy zmuszeni są przebywać w szpitalu dłuższy czas, z napięciem wyczekiwaną chwi­lę, dającą im wiele emocji. Niektórzy chorzy przygotowują sobie zawczasu py­tania i argumenty do dyskusji. Jeżeli tak prowadzona psychoterapia zbiorowa przebiega z powodzeniem, to łatwo zauważyć, że wpływa to bardzo korzystnie na nastrój w salach chorych. Znika zazwyczaj przygnębiający nastrój narzeka­nia i biadolenia. Swiatlejsi chorzy sami dążą do tego, aby nie prowadzić przy­krych rozmów na nie kończące się tematy własnych objawów i bólów, i aby umilić sobie i drugim pobyt w szpitalu. Korzystny ten nastrój wspiera prowa­dzoną równocześnie somatoterapię, ułatwia personelowi lekarsko-pielęgniarskiemu pracę i wywiera leczniczy wpływ na stan chorych, na cokolwiek choru­ją. Kto z lekarzy nie docenia potęgi tego czynnika psycholeczniczego, niech spróbuje.

Miller-Hegemann (1961) ma dużo słuszności, jeżeli nie radzi za wzorem nie­których zachodnich praktyków wprowadzać do takich zbiorowych posiedzeń dyskusyjnych tematyki psychoanalitycznej. Można wprawdzie najbardziej in­tymne tematy poruszać w tonie obiektywnym i dążyć w ten sposób do przeła­mania osobistych zahamowań, trudno jest jednak zestawić skład osobowy gru­py w taki sposób, aby tematyka psychologii głębi była dla wszystkich uczest­ników zrozumiała i przyjemna. Daleko lepsze wyniki osiąga się, odciągając uwagę zatroskanych o swoje zdrowie chorych ku tematom mniej osobistym. W środowiskach, w których góruje metodyka psychoanalityczna, prowadzący grupę psychoterapeuta czyni na marginesie wypowiedzi chorych swoiste spo­strzeżenia, pomocne mu w jego pracy psychosyntetycznej. Rola prowadzącego psychoterapię grupową jest wyjątkowo trudna, ponieważ omawiane problemy konfliktowe mają przecież charakter jak najbardziej osobisty. Jedni chorzy bezwstydnie obnażają swoje intymne przeżycia, starając się wyżyć ekshibicjonistycznie, podczas gdy drudzy wstydliwie zatajają swe tajemnice i milczą, cho­ciaż z ujawnienia ich przeżyć dałoby się może uzyskać korzyść leczniczą dla nich samych i dla innych uczestników grupy. Pamiętać trzeba, że tematyka sek­sualna może niektórych chorych gorszyć lub nieprzyjemnie drażnić, a czasem właśnie niektóre osoby podniecać erotycznie. Jeżeli prowadzący grupę nie za­panuje nad takimi jednostkowymi zjawiskami, to może powstać niepożądana atmosfera zabawy w szczerość lub szczerości dla zabawy.

Za bardziej obiektywną uchodzi metoda terapii grupowej za pomocą tzw. psychodramatu. Metodę tę stworzył Moreno (1959). Stosuje się ją w prak­tyce w różnych odmianach. Istota metody polega na tym, że chory ma za za­danie przedstawić swoje problemy za pośrednictwem zespołu aktorskiego, w którego skład wchodzą inni pacjenci lub osoby personelu. Przy pewnym uzdolnieniu aktorskim chory sam odtwarza najbardziej dramatyczne przeżycia ze swej przeszłości lub aktualne, co umożliwia jemu samemu samowgląd i za­razem pozwala psychoterapeucie lepiej zrozumieć istotę konfliktu nerwicorodnego. Uczestnicy przedstawienia dyskutują następnie nad wyłonioną w ten sposób problematyką i dochodzą do pewnych wniosków, które umożliwiają psychoterapeucie wysnucie wskazań rozpoznawczych i leczniczych. Korzyść od­nosi zarówno indywidualny chory, jak i wszyscy uczestnicy psychodramatu. Metoda ta wymaga pewnych warunków, którymi nie każdy szpital rozporzą­dza. Mechanizm leczniczy zbliżony jest do psychokathaisis, gdyż chory ujawnia w sposób niezamierzony dręczące go kompleksy. Są oczywiście sposoby szyb­ciej i pewniej zmierzające do tego samego celu, tj. do prowokacji odreagowania. Najlepszy nastrój udaje się stworzyć, jeżeli zespoli się somatoterapię z metoda­mi indywidualnymi ? wszystko to w atmosferze uspołecznionego życia zbioro­wego. Atmosferę taką stwarza harmonijne wykorzystanie pogadanek, dyskusji, zebrań towarzyskich, imprez artystycznych, leczenia zajęciowego, nauki szkol­nej i dokształcania, rozrywek itd. O powodzeniu decyduje właściwy dobór cho­rych i kadrowo-techniczne warunki. W dążeniu do udoskonaleń w lecznictwie należy jednak mieć przed oczyma pewne wzory.

Ogromne znaczenie rehabilitacyjne ma dyscyplina, do której muszą się nagiąć
wszyscy chorzy, nierzadko źle wychowani. Regulamin zakładu leczniczego po­winien przewidywać określony z góry porządek na całą dobą. Każda czynność powinna być z góry przewidziana w odpowiedniej porze dnia i punktualnie egzekwowana. Wprawdzie osobnicze zwyczaje, nawyki i cechy muszą przy tym ulec przytarciu, co nie wszyscy witają z tym samym uznaniem, jednakże dla każdego chorego wyniknie z przestrzegania regulaminu wielka korzyść wycho­wawcza i zdrowotna. Wiemy dobrze, jak wielką korzyść reedukacyjną odnoszą młodzi ludzie z przejścia służby wojskowej. Na oddziałach szpitalnych trudno oczywiście o dyscyplinę na wzór wojskowej, jednakże zasada punktualnego po­działu zajęć da się i tutaj przeprowadzić. Są chorzy przyzwyczajeni do późnego udawania się na spoczynek i późnego wstawania. W życiu zbiorowym wyjątki takie nie są dopuszczalne. W pogawędkach dyskusyjnych lekarze powinni cho­rym wyjaśnić psychohigieniczne znaczenie uregulowanego na powyższych za­sadach życia. Wiele objawów neurastenicznych pochodzi z pogwałcenia rytmi­ki snu i czuwania, na którą nastawiona jest fizjologia człowieka. Bezsenność jest bardzo częstym wynikiem wybicia się z obowiązującego nasz ustrój rytmu, do którego dostosowane jest życie w przyrodzie. Wylegiwanie się chorych w łóż­kach w dzień, bez wyraźnego zalecenia lekarzy, jest zawsze szkodliwe. Chorzy protestują czasem skarżąc się na bezsenność w nocy, podczas gdy w dzień z łat­wością usypiają. Spostrzeżenia takie są trafne, chorym trzeba jednak wytłu­maczyć, że wytworzyli sobie spaczone odruchy warunkowe, które należy wy­gasić jako niezdrowe i niezgodne z porządkiem w przyrodzie. Zresztą w danej społeczności zawsze znajdą się chorzy, którzy wspomogą lekarza w jego pers­wazjach i w rozmowach z opornymi współchorymi wskażą na własny przykład: zastosowali się do wskazówek lekarzy i zwalczyli swoją bezsenność.

Atmosfera oddziałów nerwicowych kobiecych różni się pod jednym względem od atmosfery oddziałów męskich. Mianowicie kobiety mają zwyczaj zabawia­nia współchorych opowiadaniami o swoich dolegliwościach i o swoich przejś­ciach związanych z leczeniem. Mężczyźni zazwyczaj samorzutnie stwarzają so­bie inną atmosferę. Starają się nie mówić o swoich cierpieniach, a czas wypełnić sobie rozmowami o tematyce poważniejszej i nie przygnębiającej. Dają się chęt­niej niż kobiety wciągnąć do wspólnych gier i zabaw: karty, szachy, warcaby itd. wypełniają im czas przyjemniej, niż gdyby opisywali sobie wzajemnie swo­je przypadłości. Oczywiście dużo zależy od personelu lekarsko-pielęgniarskie- go, czy potrafi stworzyć atmosferę sprzyjającą zdrowieniu.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.