Leczenie zboczeń płciowych

Zagadnieniu leczenia zboczeń płciowych nie będę tutaj poświęcał bardziej szczegółowych rozważań. W ?Klinice nerwic płciowych” wysunąłem z doświad­czenia wysnutą tezę, że tzw. zboczenia płciowe są utrwalonymi na drodze odruchowo warunkowej spaczonymi stereotypami nerwicowymi. Uleczalność owych zboczeń z homoseksualizmem na czele opiera się na spostrzeżeniach dotyczących przypadków środowiskowo nabytego homoseksualizmu. Jeżeli można chłopca o prawidłowych skłonnościach heteroseksualnych przez usilne przymuszanie go do homoseksualnych praktyk zamienić z biegiem czasu na biseksualistę, a nawet na homoseksualistę, to dlaczegóż by to miało być nie­możliwością dokonać odwrotnego przeistoczenia popędu płciowego? Leczenie prowadzi się w atmosferze ogromnej koncentracji czynnika psycholeczniczego. Za vehiculum psychotherapeuticum może służyć np. ogromna dawka testoste­ronu, jednakże koniecznie skojarzona z ‚równoczesnym nastawieniem chorego na cel heteroseksualny. Zazwyczaj po klinicznym okresie wstępnym prowadzi się dalsze leczenie w przychodni.

Rokowanie bywa pomyślne, jeżeli:

1)    homoseksualista pragnie się leczyć; są bowiem typy, którym stan ten odpowiada i które znajdują szczęście lub spodziewają się znaleźć szczęście w sytuacji życiowej wynikającej z homoseksualizmu;

2)  jeżeli zwrot ku homoseksualizmowi dokonał się stosunkowo późno, co moż­na ustalić na podstawie wywiadu zwykłego lub w trudniejszych przypadkach psychoanalitycznego; zwrot ten dokonuje się zazwyczaj pod działaniem uwie­dzenia lub przebywania w środowisku homoseksualistów; ustaliliśmy zasadę, że im wcześniej nastąpiła ta inwersja, tym trudniejsze jest wyleczenie i na odwrót;

3)   jeżeli mimo długotrwałych praktyk homoseksualnych nie wyrobił się zbyt głęboko i trwale homoseksualny odruch warunkowy, dzięki czemu składnik heteroseksualny nie został doprowadzony do doszczętnego wygaszenia; w przy­padkach takich intensywne leczenie oparte na metodach psychologii głębi może dokonać przeistoczenia popędu;

4)   jeżeli pacjent jest w tym szczęśliwym położeniu, że spotka kobietę na­dającą się na jego późniejszą żonę, która zechce odegrać konieczną w tych przypadkach rolę przyjaciółki; pacjent musi się z tą kobietą zaprzyjaźnić, na początek bynajmniej nie w znaczeniu erotyczno-seksualnym; nie musi się bynajmniej przymuszać do pieszczot lub stosunków; wszelkie praktyki homo­seksualne musi od siebie odsunąć; w przebiegu psychoterapii niezaspokojony popęd płciowy będzie wychodził na jaw i pod działaniem umiejętnie prowa­dzonego leczenia sugestywnego będzie się zwracał ku jedynej istocie wchodzą­cej w rachubę, ku owej przyjaciółce; zazwyczaj niespostrzeżenie przemienia się ona w narzeczoną, a z biegiem czasu i W żonę; o ile z początku do stosun­ków heteroseksualnych musi się przymuszać, traktując je jako konieczność zastępczą, o tyle po pewnym czasie stwierdza nie bez zdumienia, że żona po­ciąga go w coraz wyższym stopniu; z upływem lat składnik homoseksualny staje się dla niego tylko przykrym wspomnieniem.

Wyniki te bywają trwałe. Homoseksualista ?absolutny”, którego leczyłem w 1936 r., a opisałem w 1948 r. w ?Psychologii marzenia sennego”, żyje już bardzo długo w szczęśliwym małżeństwie i jest ojcem trzech dorosłych synów. Miniony okres homoseksualizmu, który trwał do 30 roku życia, pacjent ten wspomina jak jakiś nieprawdopodobny sen. Jeżeli chodzi jednak o stronę spo­łeczną zagadnienia, to nacisk trzeba położyć na psychoprofilaktykę wycho­wawczą. Nie powinno się tworzyć jednopłciowych środowisk dziecięcych i młodzieżowych odciętych od towarzyskiego dostępu do płci przeciwnej. W środowiskach takich tworzy się łatwo nastrój homoerotyczny, a nawet może dojść do nadużyć homoseksualnych i do urazów zdolnych dokonać in­wersji popędu płciowego.

Pozostaje jeszcze do omówienia ważne ze stanowiska psychoprofilaktyki i psychoterapii zagadnienie nadużywania życia płciowego. Mam tu na myśli prawidłowe stosunki, których liczba miałaby być rzekomo nad­mierna i wskutek tego szkodliwa dla zdrowia. W klinice spotykamy się z obiek­tywnie uzasadnionymi skargami chorych na następstwa zbyt częstych stosun­ków. Stosunki częste, nawet do kilku na dobę w ciągu wielu tygodni lub na­wet miesięcy, są raczej wyrazem tężyzny i zdrowemu człowiekowi nie mogą przynieść szkody na zdrowiu. Przeciwwskazania internistyczne wypowiadać należy bardzo ostrożnie, gdyż bardzo łatwo o ciężkie urazy jatrogenne prowa­dzące do hipochondrii i wprowadzające rozdźwięk w pożycie małżeńskie. Nie­którzy lekarze, nie doceniając potęgi czynnika psychogennego, nie zdają sobie sprawy z krzywdy, jaką wyrządzają człowiekowi wpajając mu przekonanie o szkodliwości stosunków płciowych. Człowiek wystraszony grożącym mu rzekomo zawałem mięśnia sercowego podejmuje stosunek płciowy z łękiem. Przedmiotowo istniejące warunki powstania zawału są niczym w porównaniu ze stanem lękowym, który sam przez się podwyższa ciśnienie krwi i wywołuje mnóstwo innych następstw fizjologicznych. Do tego trzeba dodać, że lęk przed grożącą śmiercią może wywołać zanik wzwodu, a tym samym znacznie więk­sze wysiłki fizyczne i psychiczne, aby mimo wszystko swoją formę poprawić. Utrzymujący się w czasie spółkowania stan lękowy zazwyczaj opóźnia wytrysk nasienia, a więc przedłuża czas trwania koniecznego wysiłku fizycznego, rów­nocześnie zaś potęguje napięcie emocjonalne. Przestroga niebacznego lekarza, zamiast pomóc zapobiegawczo, wybitnie i niebezpiecznie szkodzi. Wytwarza się wkrótce circulus viliosus. Chory zaczyna się panicznie bać stosunku płcio­wego. Skuszony przez kobietę przeżywa zamiast przyjemności prawdziwe męki moralne. Każde niepowodzenie umacnia go w przekonaniu, ze jest z nim źle. Pojawiają się hipochondryczno-neurasteniczne dolegliwości, które nieszczęśli­wiec wiąże przyczynowo nie z fatalną sugestią lekarza, lecz ze stosunkiem płciowym jako takim. ?Stosunek wyraźnie mi szkodzi” ? mówi chory. Jest to pierwowzór wszelkiego odczynu nerwicowego jatrogennego. Łatwo tu zauważyć analogię między opisanym odczynem nerwicowym a odczynem u onanisty, któ­rego postraszono zgubnymi skutkami jego nałogu.

Dla przykładu zastraszającej propagandy na temat rzekomych groźnych skut­ków samogwałtu zamieszczam poniżej opis ryciny przedstawiającej ofiarę tego nałogu, według Baumgartnera ?Kranken-Physiognomik” z 1838 r. (III wydanie wyszło w Berlinie w 1923 r.): ?Dlaczego brak tej ładnej młodzieńczej twarzy barwy młodości, dlaczego policzki, zamiast tryskać zdrowiem, są obwisłe, a po­wieki prawie nabrzmiałe? Dlaczego od wewnętrznych kącików oczu pod dolne powieki ciągnie się głęboka bruzda brunatno ołowianej barwy, dlaczego spoj­rzenie jest takie posępne i unika spotkania z naszym okiem? Szczególne pod- krążenia oczu budzą podejrzenie, a > ponure, lękliwe wejrzenie potwierdza je. Rozpoznaliśmy źródło cierpienia z wyrazu twarzy, po czym chory ze skruchą przyznał się do winy, która go doprowadziła do stanu niemal graniczącego z wiądem rdzenia”. Łatwo sobie wyobrazić przerażenie młodych przy takiej lekturze. Takich metod postrachu używa się nierzadko i dzisiaj. Wynikły stąd uraz jatrogenny pokutuje w wielu uporczywych nerwicach, których treścią- by­wa laickie przeświadczenie o wyschnięciu ?mlecza pacierzowego”. Zwalczanie takich szkodliwych zapatrywań jest bardzo doniosłym zadaniem psychoprofi­laktyki i psychoterapii.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.