Psychoprofilaktyka

Jeżeli chodzi o psychoprofilaktykę, to rady spotykane w piśmiennictwie wyglą­dają zawsze z pozoru na banały i komunały. Jeżeli się zna życie, styka się w praktyce pedopsychiatrycznej ze skutkami demoralizowania dzieci przez do­rosłych i z innymi krzyczącymi o pomstę błędami wychowawczymi, to banały te stają się w pełni zrozumiałe i na czasie. Kto wzniósł się na jaki taki poziom kultury, ten może już nie potrzebuje apostolskich zaleceń w rodzaju: Nie da­wajcie dzieciom alkoholu! Nie spółkujcie na oczach dzieci! Nie uczcie dzieci kradzieży! Nie czyńcie ich świadkami pijackich awantur! Nie katujcie dzieci! Nie wydawajcie ich na pastwę zwyrodnialców seksualnych! Nie chowajcie ich w zakłamaniu! itd. Każde z tych zaleceń ma w sobie coś oburzającego. Złe by było, gdyby zawarte w tych zaleceniach fakty spotkały się z niewiarą w ich rze­czywistość. Kto na polu psychiatrii społecznej miał wgląd w treść wywiadów środowiskowych, ten wie, że przytoczone fakty nie są zjawiskiem odosobnio­nym. Alkoholizm dzieci i młodzieży jest tym bardziej tragiczny, że dorośli nie zdają sobie sprawy z własnej winy w rozpijaniu dzieci. Nie dotyczy to tylko naszego kraju. W krajach, w których spożycie wina stało się udziałem całej ludności, np. we Francji lub we Włoszech, małym dzieciom niemal od kołyski daje się napoje alkoholowe i to nikogo nie dziwi. U nas tak nie jest, ale za­lecenie psychoprofilaktyczne ?nie dawajcie dzieciom alkoholu!” jest wzięte z życia.

Nie spółkujcie na oczach dzieci! Wezwanie to ma w sobie coś szokującego. Czy robi ktoś coś podobnego? W sferach inteligenckich dzieje się to stosunko­wo rzadko. Jednak wśród ludzi żyjących w złych warunkach mieszkaniowych przypadki takie są częste. Bezwstyd dorosłych wobec dzieci bywa niewiarygod­ny. Dorosłym zdaje się, że dziecko jest głupie i niespostrzegawcze. Życie płcio­we legalne na oczach dzieci to jednak jeszcze nie wszystko! Winę ponoszą za­wsze dorośli. Pomijam już bardzo rzadkie dzisiaj w naszych warunkach przy­padki wypychania dzieci przez rodziców na ulicę ? na zarobek. Wystarczy de­moralizujący przykład dorosłych.

Nie uczcie dzieci kradzieży! Apel ten wydaje się również niepotrzebny. Obra­camy się towarzysko wśród ludzi, którzy dzieci swoje chowają dobrze i nie za­prawiają ich w rzemiośle przestępczym. Są jednak niestety środowiska inne, gdzie rodzice lub otoczenie dorosłych wprost posługuje się dziećmi jako pomoc­nikami w działalności przestępczej. Nie zapominajmy jednak o naszej odpowie­dzialności zbiorowej za istnienie ponadrodzinnego środowiska, które wywiera wpływ wychowawczy na dzieci i młodzież.

Jest dla nas małą i nieszlachetną pociechą, że wzrost przestępczości nieletnich, nawet jeszcze większy, stwierdza się nie tylko u nas, ale i w najkulturalniej- szych krajach Europy i Ameryki. Wystarczy przy przeciętnie rozwiniętej wy­obraźni wczytać się w liczby, stanowiące treść podanej wyżej tabeli statysty­cznej, aby zrozumieć, co to znaczy mieć u siebie w kraju armię wielotysięczną, której działania zwracają się przeciwko porządkowi prawno-społecznemu’. Od czasu do czasu prasa bije na alarm, odbywają się zebrania prawników, psy­chiatrów i wychowawców. Tematyka ta znacznie wyrasta poza granice psycho­terapii, lecz wiąże się integralnie z naszą dziedziną. Wśród zdemoralizowanych dzieci znajdują się osobniki o wrodzonych cechach psychopatycznych lub cha­rakteropaci, których złe skłonności pochodzą z organicznego uszkodzenia móz­gu. Osobników tych powinno się odosobnić i leczyć lub poddawać specjalnym oddziaływaniom psychagogicznym. Obowiązek lekarzy współdziałania z resor­tem sprawiedliwości i oświaty wynika również z faktu, że w zdemoralizowanym środowisku lęgnie się alkoholizm, choroby weneryczne, urazy.

Akcja profilaktyczna musi ogarnąć szeroki zasięg społeczny, aby była sku­teczna. W akcji tej przypada jedna z najdonioślejszych ról psychohigienie.

Nie czyńcie dzieci świadkami pijackich awantur! Kto żyje z dala od tych wstrząsających tragedii, ten może nie jest zdolny ocenić w całej pełni bezmiaru cierpień, na jakie wydane bywają rodziny pijaków, przede wszystkim dzieci. Musiałbym mieć pióro Dantego lub wymowę Skargi, aby opisać w sposób prze­konywający piekło kobiet i dzieci zmuszonych do współżycia z nałogowym al­koholikiem. W piekle tym lęgnie się nie tylko demoralizacja i poniżenie god­ności człowieka, ale i chorobliwe zjawiska w rodzaju nerwic dziecięcych i zwy­rodnień charakterologicznych.

Nie katujcie dzieci! Wezwanie to dotyczy nie tyle urazów psychicznych, co fizycznych. Można żywot dziecięcy tak ochraniać, aby tkwiący w czaszce mózg od zarania płodowego istnienia i poza łonem matki był traktowany jak niety­kalna skarbnica wartości umysłowych i moralnych. Nie bijcie dzieci po twa­rzy, bo to poniżające, ale nie bijcie ich po ciemieniu, bo to ogłupiające. Niech się chłopcy nie chowają na kulcie pięściarstwa, gdyż w swoich chłopięcych za­bawach, a później w zatargach ludzi dorosłych dążą do bicia przeciwników po czaszce, czyli do wywołania u nich objawów komocyjnych. Jest to niedocenia­ne u nas zalecenie higieny psychicznej i psychoprofilaktyki. Od urzeczywistnie­nia tych zasad zależy zdrowie jednostek i zbiorowisk ludzkich. W przyszłości psychoterapia będzie korzystniej przebiegała w środowisku zdrowych mózgów.

Nie wydawajcie dzieci na pastwę zwyrodnialców seksualnych! Zalecenie to jest praktycznym wnioskiem wysnutym z badań nad genezą nerwic płciowych i tzw. zboczeń. W wywiadach homoseksualistów stwierdzamy z zasady, że spa­czony odruch warunkowy powstał w następstwie praktyk homoseksualnych, podejmowanych przez dzieci lub przez młodzież w różnych okresach życia. Bar­dzo często praktyki te są odruchowowarunkowym skutkiem uwiedzenia przez starszych. Psychohigiena życia płciowego dzieci i młodzieży jest u nas w zanie­dbaniu od lat. Jak częste są przypadki uwiedzenia dzieci, o tym można sobie wyrobić sąd zbierając szczegółowe wywiady retrospektywne od chorych, cierpiących na zaburzenia życia płciowego. Nie zawsze musi chodzić o uwiedzenie w ścisłym tego słowa znaczeniu. Tę samą rolę mogą spełniać zabawy homosek­sualne jednopłciowych rówieśników i urazy seksualne różnej natury. Właściwe postawienie psychohigieny życia płciowego obniży wydatnie rekrutację nerwi­cowców i zboczeńców, a tym samym zmniejszy liczbę chorych przeznaczonych dla przyszłej psychoterapii. Przecież marzeniem doskonałego lekarza jest ideal­ne bezrobocie terapeutyczne…

Nie chować dzieci w zakłamaniu! Ten pozorny komunał kryje w sobie naj­głębszą treść wszelkiej psychoprofilaktyki. Dzieciom naszym potrzeba światła. Muszą w poważny sposób poznawać prawdę życia. Jest to szczególnie ważne w psychoprofilaktyce introwersji schizofrenicznej, tzw. przez niektórych auto­rów autyzmu dziecięcego. Ale gdyby nie chodziło o zapobieganie zaburzeniom psychicznym, wymaganiem zdrowego wychowania powinna być zaprawa dziec­ka w walce z ową twardą rzeczywistością, która w ciągu całego życia będzie się przeciwstawiała marzycielstwu i niedołęstwu. Wkraczam tu w pograniczną dziedzinę pedagogiki, której współdziałanie z psychohigieną jest nieodzownym warunkiem zapewnienia narodowi zdrowia psychicznego.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.