Wyniki badań pracownianych

W praktyce psychoterapeutycznej ogromną trudność sprawiają nam wyniki badań, w które zaopatrzeni są obficie chorzy hipochondryczni. Dokumenty te stanowią dla chorych argument nie do obalenia: wynik badania EKG z roz­poznaniem podanym po polsku ?uszkodzenie mięśnia sercowego”, wyniki ba­dań soku żołądkowego stwierdzające ?czarne na białym” niedokrwistość itd. ? wszystko to poparte autorytetami wybitnych specjalistów, którzy interpretacje swoje przekazali choremu i zadali mu nieodwracalny uraz jatrogenny. Jeżeli lekarze tak mało czasem wiedzą na temat zależności owych wyników od ukła­du korowo-trzewnego i od bodźców psychogennych, to czyż dziwić sią pa­cjentom, którzy miewają tylko złudzenie wiedzy diagnostycznej, a w rzeczy­wistości są w tym zakresie zupełnymi analfabetami. Zresztą wielu jatromechanistycznie zorientowanych poważnych lekarzy w ogóle nie wierzy w możliwość wpływu czynnika psychogennego na coś tak niby obiektywnego, jak w liczby ujęty wynik badań pracownianych. Dyskusje z niektórymi z nich po prostu nie prowadzą do celu, są oni bowiem wykształceni jednostronnie, ze staran­nym pominięciem lektury prac na temat zastosowania zasad psychoprofilakty­ki i psychoterapii w różnych specjalnych dziedzinach medycyny. Clauser (1960) przytacza przypadek młodzieńca, który umówił się na pierwszą w życiu schadz­kę. Czekał na nią z bijącym sercem. I oto płoche dziewczę pod rękę z innym wielbicielem przechodzi obok siedzącego na ławce młodzieńca. Chwycił go nagły ból serca ze strachem śmierci, słabnącym tętnem i groźnymi objawami, które skłoniły przechodniów do zaopiekowania się nieszczęsnym amantem. Le­karz rozpoznał zawał mięśnia sercowego. Elektrokardiogram zdawał się po­twierdzać to rozpoznanie. W przytoczonej pracy znaleźć można fotokopię krzywych EKG tuż po urazie psychicznym i po szczęśliwie przeprowadzonej psychoterapii. Nie wszyscy tak reagują na zawód miłosny. Można by dysku­tować, czy tzw. cor sensibilę sive nervosum jest sercem zdrowym czy chorym. W każdym razie chorego do dyskusji tej nie trzeba dopuszczać.

Jeżeli nie można wierzyć tak ścisłym dowodom, jak wyniki badań pra­cownianych, to czy można w ogóle czemukolwiek wierzyć? Sceptycyzm tego typu byłby niedorzecznością. Nie chodzi o to, aby interniści zwątpili w war­tość badań pracownianych; chodzi o to, aby liczyli się z możliwością wpływu czynników psychicznych na wartości liczbowe wyników pracownianych. Obraz krwi bynajmniej nie jest wartością stałą i obiektywną. Morfologiczne składniki krwi podlegają sterownictwu centralnemu. Aparatem wykonawczym tego sterownictwa są ośrodki międzymózgowia, w szczególności podwzgórze. Aparat ten jest zawiły, gdyż krzyżują się w nim na zasadach wzajemnego oddziaływania agendy neurowegetatywne i wewnątrzwydzielnicze. Wyświe­tlenie tych zawiłych mechanizmów, od którego równowagi zależy zdrowie wegetatywne i hormonalne człowieka, zawdzięczamy w poważnej mierze bada­niom Gamskiego nad genezą diencefaloz. W badaniach nad centralnym sterownictwem międzymózgowia trzeba mieć ustawicznie na uwadze fakt, że aparat ten i jego funkcje zależą od podniet korowo-psychicznych i nawzajem wywierają wpływ na stan psychiczny człowieka. Układ ten jest więc całkowi­cie zamknięty, włącznie ze składnikiem psychogennym, którego nie wolno pomijać.

Ogólne te sformułowania pociągają za sobą pewne praktyczne następstwa, o których jakżeż często zapomina się, widząc tylko tak zwodniczy symbol jak liczba. Na drodze psychogennej poprzez ośrodki wegetatywne między­mózgowia wywierany jest wpływ na układ naczynioruchowy, dzięki czemu dochodzi do zmian w rozdzieleniu części składowych krwi w sensie ischemii lub staży. Zależeć to może nie tylko od pobudzeń chorobowych w zakresie komory, ale i od stanów afektywnych naturalnych lub sztucznie wywoła­nych w hipnozie. W stanach pobudzenia afektywnego częściej dochodzi do leukocytozy niż do leukopenii. Clauser (1962) wspomina np. o leukocytozie emocjonalnej (Affektleukozytose), która może powstać ze strachu przed ope­racją, np. przy podejrzeniu zapalenia wyrostka robaczkowego. Może to być źródłem trudności rozpoznawczych. W przypadkach tych uśmierzenie lęku wpływa na normalizację obrazu krwi. Mylić też może elektrokardiografia; wzruszenia spowodować mogą skurcze dodatkowe, częściej pochodzące z przedsionka niż z komory, nierzadko o cechach pobudzeń sprzężonych. Zja­wiska te należy odróżniać od arytmii oddechowej, którą tak łatwo wywołać u ludzi obdarzonych pobudliwym sercem. Również psychogeneza częstoskur­czu napadowego jest rzeczą dowiedzioną. Są to sprawy psychoterapeutycznie wdzięczne. Trzeba jednak pamiętać o tym, że jeżeli nie opanuje się często­skurczu napadowego dość rychło, to mięsień sercowy narażony być może na szkody wynikłe z gorszego jego ukrwienia, zwłaszcza u starszych chorych ze zmianami naczyń wieńcowych. Jeżeli przypadek jest powikłany takimi wtór­nymi zmianami organicznymi w mięśniu sercowym, to tym bardziej chory wymaga właściwego podejścia psycholeczniczego; usunięcie w tych przypad­kach lęku za pomocą umiejętnych rozmów uświadamiających bywa ważniejsze niż zażywane przez chorych w nadmiarze lekarstwa.

Zależność naczyń wieńcowych od czynnika psychogennego jest powszechnie uznawana, chociaż nie zawsze z przeświadczenia tego wypływa racjonalne po­stępowanie psychoterapeutyczne. Czynnościowa stenokardia, nazywana rów­nież angina pectoris vasomotorica lub pseudo-angina pectoris, może do złu­dzenia naśladować prawdziwą dusznicę bolesną; uczucie ?gniotu” w klatce piersiowej, lęk, promieniujące bóle ku lewemu ramieniu. Interpretacja EKG w tych przypadkach jest sprawą z punktu widzenia psychoprofilaktyki bardzo odpowiedzialną, łatwo bowiem choremu zadać cios jatrogenny jednym nie­bacznym słowem wypowiedzianym lub napisanym. Jeżeli chorego zdynamizu­jemy, to objawy czynnościowej stenokardii wkrótce ustąpią; jeżeli wystraszo­nego chorego skażemy na bezruch, to już trudno będzie dla niego o ratunek. Łatwiej tu o pomyłkę w interpretacji glektrokardiogramu niż typowych bólów nozamostkowych. Światli interniści zwracają uwagę na to, że nie każdy plaski odcinek ST jest dowodem organicznie uwarunkowanego niedokrwienia mięśnia sercowego. Zjawisko to może powstać na tle wegetatywnych stanów zależnych od wzruszeń i lęków. W ogóle zwraca się uwagę na fakt, że ciężkie niewyrównane zaburzenia krążenia przebiegają raczej bez dolegliwości ze strony ser­ca. Raczej rzecz się ma odwrotnie: utyskujący na bóle i inne przykre dozna­nia okolicy serca chorzy raczej z góry mogą być zaliczeni do kategorii zabu­rzeń czynnościowych. Wiemy przecież, że somatyczne badanie chorych wyszło z mody; lekarze nauczyli się dzięki postępom techniki opierać rozpoznania na wynikach badań pomocniczych. Lekarze w coraz mniejszym stopniu opierają swe rozpoznania na porównaniu całości obrazu klinicznego z badaniami pra­cownianymi. Te ostatnie wyparły niemal doszczętnie obowiązek szczegółowego badania fizykalnego. Stopniowo badania pomocnicze stały się badaniami pod­stawowymi, a badanie fizykalne, wysłuchanie skarg chorego, analiza danych wywiadu ? wszystko to raczej spadło do rzędu elementów pomocniczych. Światli interniści nie mogą się pogodzić z tym, aby wyłącznie na podstawie EKG rozpoznawać uszkodzenie mięśnia sercowego lub niedomogę wieńcową, nawet nie widząc chorego. Nastąpiło nieprawdopodobne zubożenie metod roz­poznawczych; prowadzi ono do błędów i do urazów jatrogennych.

W swoich rozważaniach nad nadciśnieniem tętniczym niektórzy fizjologowie i interniści jakby się czuli spadkobiercami. Lamettriego i jego marzeń o człowieku-maszynie. Układ krążenia można sobie bowiem bardzo łatwo wyobrazić jako urządzenie maszynowe, w którym panować musi stała, automatycznie regulowana ciepłota na wzór kotła parowego; jeżeli w układzie tym coś się popsuje, to ciśnienie idzie w górę i grozi pęknięciem rur, wysadzeniem kotła w powietrze i katastrofą. Takie zapatrywania przejmują chorzy od jatro-
mechanistów i żyją w ustawicznym strachu. A tymczasem żywy układ krąże­niowy podlega stosunkom wprost odwrotnym: najpierw jest strach jatrogenny o grożące rozsadzenie kotła lub inne napięcia wzruszeniowe, a potem, wtórnie, dochodzi do wzrostu ciśnienia tętniczego, a z biegiem czasu dojść może do organicznych następstw tego stanu rzeczy. Nadciśnienie samoistne, czyli psy­chogenne, może prowadzić do przerostu mięśnia sercowego; w przypadkach tych opanowanie napięcia emocjonalnego pociąga za sobą normalizację syl­wetki serca. Powiększenie mięśnia sercowego takiej genezy bywa źródłem błędów terapeutycznych. Zarządzanie w takich przypadkach leżenia w łóżku i leki w rodzaju naparstnicy jest pozbawione podstaw logicznych. Zarządzenia te z zasady idą w parze ze straszeniem chorego. Wskazany jest raczej umiar­kowany, a nawet nieumiarkowany ? w znaczeniu zaprawy sportowej ? ruch, przy kontynuowaniu pracy zawodowej. Jeżeli w przypadkach takich dajemy jakieś środki farmakologiczne, to tylko jako nośniki psychoterapii. Chory wie wówczas, że ma zdrowe serce, lecz że stan jego wymaga leczenia przeciwnerwicowego. Nawet stan chorych zhipochondryzowanych jatrogennie poprawia się bardzo szybko; przestają oni drżeć o swoje serce i mierzyć ustawicznie ciśnienie tętnicze. Choremu mamy obowiązek wyjaśnić, że ciśnienie skurczo­we, na które niesłusznie zwraca się największą uwagę, zależne jest w wyso­kim stopniu od napięcia wzruszeniowego. Można się o tym przekonać, mierząc ciśnienie studentom przed egzaminem i po egzaminie: pod wpływem tremy ciśnienie skurczowe u ambitnych i wrażliwych studentów może podskoczyć do 200 mm Hg, po egzaminie zaś obniża się do prawidłowego poziomu. Natomiast daleko większą stabilizacją odznacza się ciśnienie rozkurczowe. Przykłady tego rodzaju działają uspokajająco na wystraszonych chorych i wspomagają potężnie wskazaną w tych przypadkach psychoterapię.

Istnieje też czynnościowe podciśnienie tętnicze; najczęściej bywa ono osob­niczą właściwością fizjologiczną, nie wymagającą jakiegokolwiek leczenia. Skargi podmiotowe chorego bywają takie same, jak przy czynnościowym nadciśnieniu: bóle głowy, zawroty, jakby lekkie osłabienie wzroku, drżenie, nerwowość, łatwe męczenie się, spadek wydajności w pracy zawodowej, zanik chęci do pracy, zwiększona potrzeba odpoczywania itd. Poczucie choroby bywa ‚znowu natury jatrogennej. Są ludzie pełni tężyzny życiowej, czujący się zdrowo, którzy przekonują się czasem” przypadkiem, że mają ciśnienie tętnicze

bardzo niskie albo bardzo wysokie. Ponieważ nie odczuwają dolegliwości, nie mają skłonności hipochondrycznych. Jest bardzo łatwo ludzi tych zhipochondryzować i zneurotyzować. Wystarczy czasem, aby z jakiejś ubocznej okazji zdjęcie radiologiczne ujawniło ?serce kroplowe” i aby niefortunny lekarz udzie­lił choremu na ten temat uczonych objaśnień, stawiających przypadkowe do­legliwości chorego w związek przyczynowy ze ?słabym sercem”. Wyobrażenie takie odbiera odtąd wrażliwemu człowiekowi radość życia. Jeden martwi się, że ma zbyt duże serce, drugi, że zbyt małe; a obydwaj nie mają powodu do zmartwień. Obowiązkiem lekarzy jest szerzyć wśród zdrowych poczucie zdro­wia i spartańskiej tężyzny; również wśród zagrożonych chorobą, a nawet wśród chorych, których cierpień nie wolno lekarzowi wzmagać dodając do nich ja­trogenne nawarstwienia hipochondryczno-nerwicowe.

Chociaż krótką wzmiankę poświęcić trzeba jednostce, z którą przeważnie stykają się interniści, mianowicie anorexia nervosa sive mentalis. W piśmien­nictwie przeważa zdanie, że najczęstszym tłem bywa histeria, jednakże oporne na leczenie przypadki bywają bardzo często natury schizofrenicznej; czasem chodzi o katatonię, hipokinetyczną. Nie włączamy tutaj oczywiście przypad­ków zespołu Glińskiego-Simmondsa-Sheehana. Jak wiadomo, najczęściej zapa­dają na tę jednostkę dziewczęta w wieku pokwitania. Leczenie w warunkach

domowych, gdzie zazwyczaj tkwią czynniki reaktywne, bywa beznadziejne. Natomiast leczenie w klinice, gdzie strona psychoterapeutyczna jest uwzględ­niana, daje najlepsze wyniki, oczywiście pod warunkiem trafnego rozpoznania. Jeżeli sprawa polega na katatonii hipokinetycznej, najlepsze wyniki uzyskuje się za pomocą metod sejsmoterapeutycznych, przy równoczesnym podawaniu insuliny w dawkach wzmagających łaknienie. Jeżeli nie ma cech katatonicznych, tylko sprawa rozwinęła się na podłożu schizofrenii prostej, to najlepsze wyniki uzyskuje się za pomocą wstrząsów kardiazolowych wspieranych rów­nież insuliną oraz psychoterapią. W przypadkach tych oczywiście rokowanie co do zupełnego wyleczenia nie jest pomyślne, jednakże wstręt do jedzenia i za­nik życia popędowego udaje się zazwyczaj bez większego trudu opanować. W klinice zamkniętej podobnie można postępować w przypadkach na tle histerii; jeżeli należycie jest postawiona strona psychagogiczna, to zazwyczaj udaje się w ciągu krótkiego czasu uzyskać znaczny przyrost wagi, napływ energii i ruchliwości oraz podjęcie prawidłowego napięcia dążeń. Niestety psychiatrzy spotykają od czasu do czasu przypadki te zupełnie zaniedbane na skutek niewłaściwego leczenia, które na drodze jatrogennej utrwala tylko i pogłębia chorobliwą motywację głodzenia się. Jeżeli lekarz nie wniknie w środowisko i nie przeniknie konfliktowej sytuacji, wskutek której dziewczę skazuje się stopniowo na śmierć głodową, to nigdy nie uzyska wyleczenia. Jest to jeden z przykładów konieczności opanowania diagnostyki psychiatrycz­nej i zasad psychoterapii.

Źle jest, jeśli lekarze w rozpoznaniu różnicowym nie uwzględniają możli­wości histerycznego naśladownictwa pewnych jednostek somatycznych albo agrawacji w znaczeniu nadbudowy nerwicowej. Za exemplum abhorrens niech służy następujący przykład kazuistyczny, który był przedmiotem pokazu w Polskim Towarzystwie Lekarskim w Gdańsku w 1957 r. (Klossówna).

13-letnia I. Z. przebywała w Klinice Chorób Psychicznych w Gdańsku od 4. XII. 1956 do 12. I. 1957 po wielokrotnych pobytach na różnych oddziałach wewnętrznych. W kwie­tniu 1955 r. leczyła się w jednym ze szpitali powiatowych z powodu ropnego zapalenia zatok szczękowych. Sprawę tę opanowano. Nie było wówczas mowy o gośćcu; OB wy­nosił wówczas 4/9 w okresie gorączki. Od listopada do grudnia 1955 r. przebywała w jed­nym ze szpitali wojewódzkich z rozpoznaniem: polyarthritis rheumalica acuta, myocar-’ ditis, parotitis. Podobno już przedtem cierpiała na reumatyzm w kilku rzutach. Pogor­szenie nastąpiło po przebyciu anginy. Dziewczynka skarżyła się na kłujące bóle serca, promieniujące do łopatki, na duszność, szybkie męczenie się, brak tchu, bezsenność, brak łaknienia. Przy przyjęciu robiła wrażenie ciężko chorej, była przytomna, oddech miała przyspieszony, czaszka była bolesna przy opukiwaniu, również bolesne były ru­chy głową, ruchy te były ograniczone, czynność serca wynosiła 140/min, liczba odde­chów 34/min. Badanie kończyn dolnych: po stronie prawej ruchy czynne zniesione, sto­pa w ustawieniu szpotawym, zimna; po stronie lewej ślad ruchów czynnych, ruchy bier­ne zniesione. Ruchy bierne w stawach biodrowych ograniczone z powodu bólu. Kręgo­słup w części lędźwiowej kifotyczny, niebolesny na wstrząsanie, o częściowo ograniczo­nej ruchomości w odcinku szyjnym. Dziewczynka nie zaciska dłoni. OB 16/35. EKG: częstoskurcz zatokowy. W czasie pobytu w szpitalu wystąpiła sztywność karku, przy­kurcz palca V ręki lewej oraz wymioty. Wynik konsultacji chirurgicznej: utrwalone więzadłowo końsko-szpotawe ustawienie strony prawej i końskie stopy lewej z dodatko­wym końskim ustawieniem przodostopia w stosunku do tyłostopia; wskazana redresja w narkozie i gipsowe utrwalenie.

Chora przechodziła wielokrotnie różne sposoby leczenia w szpitalach, sanatoriach i prywatnie. Uderzające było to, że czasem ciężkie objawy szybko ustępowały, nie po­zostawiając po sobie następstw, kiedy indziej równie szybko pojawiały się ciężkie obja­wy ogólne i miejscowe w stawach kończyn. Przetworów salicylowych nie mogła zaży­wać, ponieważ reagowała na nie wymiotami. Wreszcie dnia 21. XI. 1956 r. przyjęta zo­stała do II Kliniki Chorób Wewnętrznych ĄM w Gdańsku, gdzie stwierdzono: chora przytomna, ułożenie ciała przymusowe, chora leży wyprostowana, nie może zmienić pozycji z powodu bardzo silnych bólów we wszystkich stawach, odżywienie upośledzone, nie może poruszyć szyją z powodu silnego bólu, w sercu zmian nie stwierdzono. Układ kostno-stawowy: kończyny górne i dolne wyprostowane, wszystkie stawy na dotyk żywo bolesne, obrzęków nie stwierdza się, stopa prawa w ułożeniu szpotawo-końskim z nadmiernym wyciągnięciem ścięgien, stopa lewa w ułożeniu końskim, V palec lewej ręki przykurczony, stawy zewnętrznie nie zmienione, nie dają się zupełnie poruszać ze względu na silny ból, mięśnie na kończynach są nadmiernie napięte i wydają się być zanikłe. Chora okresowo traciła przytomność na 1?2 godzin, utrata przytomności łą­czyła się ze znaczną zwyżką ciepłoty, nawet od 41,5°C, po obniżce gorączki przytom­ność wracała. Od 29 listopada była już stale ?nieprzytomna”, jednakże żywo reagowała na każde dotknięcie, usuwając rękę i płacząc. OB 18/50. Rentgenogramy kręgosłupa, miednicy i kolan zmian nie wykazały, w obrębie obu stóp miernego stopnia odwapnie­nie. Po konsultacji, która wykazała objawy katalepsji sztywnej, przeniesiono chorą do Kliniki Chorób Psychicznych. Psychiatrę wezwano m. in. dlatego, że chora po kryjomu jadła, chociaż jawnie odmawiała pokarmów. Od tygodnia nie nawiązywała kontaktu z otoczeniem, w czasie odwiedzin nie poznawała rodziców.

Stwierdzony tu zespół katalepsji sztywnej przedstawiał się następująco: dziewczynka leżała stale w tym samym ułożeniu z zamkniętymi oczyma, nie nawiązując łączności z otoczeniem, prawa kończyna dolna w stawie skokowym w ustawieniu szpotawo-koń­skim, V palec lewej ręki w uniesionym grzbietowo przykurczu, objawy negatywizmu czynnego przy próbach zgięcia wyprostowanych kończyn lub karku, stawiając czynny opór chora jęczała, w jej oczach ukazywały się łzy. Przy próbie rozwarcia oczu kurczo­wo zaciskała powieki. Po przezwyciężeniu oporu kończyny powracały do utrwalonego ułożenia. Chora nie reagowała na polecenia, powtarzała stereotypowo ?mama”. Nie przyjmowała – pokarmów, nie zgłaszała potrzeb fizjologicznych, wykazywała niemal całkowity mutyzm. Matka podała w wywiadzie, że takie same stany zesztywnienia dziewczynka miewała już poprzednio, czasem nagle i niespodziewanie w czasie rozmo­wy z otoczeniem. Wyjaśniała potem matce, że jakby gdzieś leciała i zapadała się, tracąc kontakt z otoczeniem. Miewała ponadto ataki drżenia całego ciała, utrzymujące się po­nad 10 minut. Kiedy później dziewczynka stała się rozmowna, wyjaśniała, że z pobytu na internie przypomina sobie pokój, w którym leżała, i matkę przy niej siedzącą; gdy budziła się ze snu, matka przypominała jej, co się z nią poprzednio działo. Pierwszych dni pobytu w Klinice Chorób Psychicznych nie pamiętała, nie wiedziała np., że karmio­no ją zgłębnikiem, że wymiotowała, że stosowano jej kroplówki, że badano ją, że była na konferencji lekarskiej. Po trzech dniach pobytu w klinice zwróciła się do pielęg­niarki z zapytaniem: ?Dlaczego tu jestem, gdzie moja mamusia?”. Posiłków nie chciała początkowo przyjmować i odpowiadała: ?jak przyjdzie mamusia”. Podawała, że słabo słyszy i że szumi jej w uszach. W narkozie pentotalowej można było wykonywać pra­widłowe ruchy we wszystkich stawach z wyjątkiem prawego stawu skokowego. Po­prawa nastąpiła siódmego dnia pobytu, kiedy na konferencji zapewniono ją sugestyw­nie, że może i musi chodzić i że jest to od niej całkowicie zależne. Wówczas po raz pierwszy stanęła na nogach i próbowała zrobić parę kroków wśród objawów astazji- -abazji. Następnego dnia rozpoczęto leczenie wstrząsami kardiazolowymi. Po pierwszym wstrząsie na zlecenie lekarza zaczęła usilnie ćwiczyć ruchy kończyn dolnych i siadać na fotelu, ustąpił także na kilka godzin przykurcz palca. Gdy przykurcz powrócił, dziew­czynka sama prosiła o unieruchomienie jej palca po następnym zabiegu w ułożeniu wyprostnym. Okazało się to niepotrzebne, gdyż po drugim wstrząsie przykurcz całko­wicie i na stałe ustąpił. Niebawem zaczęła samorzutnie wstawać i chodzić opierając się o poręcze łóżek i nadal usilnie ćwiczyła wszystkie ruchy, nie wyłączając prawego sta­wu skokowego, tak iż ustawienie szpotawo-końskie stopniowo cofało się. Okazało się po ustąpieniu objawów kataleptycznych, że stan psychiczny dziewczynki był bez za­rzutu: zdyscyplinowana, krytyczna, cieszyła się z odwiedzin matki, na święta poszła do domu, trochę tylko powłócząc prawą nogą. W domu pomagała w przygotowaniach przedświątecznych, bawiła się z koleżankami, dużo chodziła. Nie miała co prawda ocho­ty wrócić do kliniki, zastosowała się jednak do życzenia rodziców i powróciła. Stwier­dzono, że waży 36 kg wobec należnej wagi ciała 41,5 kg przy wzroście 149,5 cm. Wy­jaśniała, że nie czuje głodu. Dzięki insulinie łaknienie jej poprawiło się.

Pokaz tego przypadku w Towarzystwie Lekarskim zaciekawił w wysokim stopniu zwłaszcza ,,somatyków”, którzy zresztą nie mogli mieć zastrzeżeń wobec naocznego fak­tu ustąpienia wszystkich objawów zarówno somatycznych, jak i psychicznych.

Omówienie przypadku: Ujmując retrospektywnie kwestię rozpoznania, na­leżało brać pod uwagę tylko dwie możliwości co do etiologii zespołu katalepsji sztywnej: albo tło schizofreniczne, albo histeryczne. Za pierwszą możliwością mógł przemawiać wiek przedpokwitaniowy, w którym nierzadko rozpoczynają się psychozy schizofreniczne, dalej brak zrozumiałego tła reaktywnego, prze­wlekły charakter psychozy, następnie okoliczności, które mogły wskazywać obniżenie uczuciowości wyższej (np. przestała się interesować nauką, chociaż dawniej była bardzo ambitną uczennicą), wreszcie podejrzane w pierwszym okresie obserwacji cechy afektu. Rozpoznanie przechyliło się jednak stanowczo na stronę tła histerycznego i to nie tylko ex juvantibus, tzn. na podstawie błyskawicznych postępów leczenia pod skojarzonym działaniem wstrząsów kardiazolowych i psychoterapii, ale również po rozważeniu mnóstwa szczegółów rozpoznawczych, na które ?somatycy” zwykli nie zwracać uwagi. Z danych wywiadu można było odtworzyć sobie sylwetkę charakterologiczną dziewczyn­ki: demonstratywna, egocentryczna, skłonna do roztkliwiania rodziców swoimi cierpieniami. W błędach wychowawczych i w urazach jatrogennych szukać trzeba wyjaśnienia jej skłonności do tworzenia mistyfikacji, którym śmiało można było przypisać tajemnicze wyskoki gorączki i równie nagłe jej spadki, nagłe popadanie nawet w czasie rozmowy towarzyskiej w stany zesztywnienia, produkowanie stanów ?nieprzytomności” podobnych do letargu histerycznego, przesadna bolesność wszystkich stawów przy nieobecności obrzęków, jakich­kolwiek zmian zewnętrznych lub cech radiologicznych stanu zapalnego, od­mawianie przyjmowania pokarmów przy stosunkowo nieźle zachowanym ogól­nym stanie odżywienia, astazja-abazja itd. Po szybkim ustąpieniu zespołu kataleptycznego dziewczynka nie zdradzała żadnych cech defektu schizofrenicznego, natomiast okazało się, że ma jak najlepsze napięcie dążeń i ambicji; wkrótce zapragnęła podjąć przerwaną naukę szkolną i robiła wszystko co możliwe, aby odzyskać sprawność ruchową, a równocześnie nadrobić stracony czas. Patrząc retrospektywnie na objawy, za pomocą których dziecko potrafiło przez kilka lat wodzić za nos nie tylko rodziców, ale ? co gorsza ? wytrawnych lekarzy specjalistów, musieliśmy dojść do wniosku, że wprawdzie na początku coś jej tam somatycznie było, że jednak im więcej było sugestywnych badań specja­listycznych, tym obficiej dziecko produkowało na zawołanie potrzebne do apriorycznych rozpoznań objawy. Przeważająca większość tych objawów była tego rodzaju, że można je było łatwo sfingować, w większości zresztą polegały one na podmiotowych informacjach chorej. Patrząc potem na doskonałą spraw­ność ruchową dziecka można było zwątpić, czy w ogóle miało ono kiedykol­wiek naprawdę gościec stawowy, odczyn Biernackiego bowiem mógł być wy­wołany jakąś tam uboczną infekcją. Z informacji katamnestycznych, uzyska­nych w kilka lat później, wiadomo nam, że dalszy rozwój pacjentki przebiega bez jakichkolwiek zaburzeń, chociaż zachowała ona pewne dyskretne cechy osobowości histeroidnej. Przypadek ten powinni dobrze przestudiować reuma­tolodzy i chirurdzy!

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.